Z tobą! Wołodia opowiedział

Z tobą! Wołodia opowiedział

Z tobą! Wołodia opowiedział nam, jak zrobił latem wycieczkę składakiem wraz z kolegami-komsomolcami. Potem po­wiedział, że jeszcze przyjdzie z nami\' pogadać, i poszedł do swoich kolegów ze starszych klas. Chciał porozmawiać z przyjaciółmi. Żal nam było, że poszedł, ale właśnie podeszła do nas Olga Nikołaj ewna. Wszyscy bardzo się ucieszyli. Dzień dobry, Olgo Nikołajewna! — zawołaliśmy chórem. Dzień dobry, chłopcy, dzień dobry — uśmiechnęła się Olga Nikołajewna. — Jak tam było, dobrze bawiliście się latem? Świetnie, Olgo Nikołajewna! Dobrzeście odpoczęli? Doskonale. Nie sprzykrzyło się wam nieróbstwo? Sprzykrzyło, Olgo Nikołajewna! Chcemy się uczyć! To bardzo dobrze. A ja, Olgo Nikołajewna, tak wiele odpoczywałem, że się zmęczyłem. Jeszcze trochę, a byłbym zupełnie stra­cił siły — powiedział Alik Sorokin. A tyś się wcale nie zmienił, Aliku, taki sam z cie­bie dowcipniś jak w zeszłym roku. Taki sam, Olgo Nikołajewna. Urosłem tylko trochę. Urosłeś nawet sporo — uśmiechnęła się Olga Niko­łajewna. Tylko rozumu nie nabrałeś — dodał Jura Kasat-kin. Cała klasa parsknęła śmiechem. — Olgo Nikołajewna, Fiedia Rybkin nie będzie się już z nami uczył — powiedział Dima Babuszkin. Wiem o tym, chłopcy. Wyjechał do Moskwy z ro­dzicami. Olgo Nikojałewna, Gleb Skamiejkin był na Kry­mie i widział morze! To dobrze. Jak będziemy pisali wypracowanie, Gleb napisze nam o morzu. Olgo Nikołaj ewna, skóra mu zlazła. Komu? Glebce. No, dobrze, już dobrze. Porozmawiamy sobie o tym później, teraz ustawcie się w pary, trzeba iść do klasy. Ustawiliśmy się. Inne klasy też się ustawiły. W drzwiach szkoły ukazał się dyrektor, Igor Aleksan­drowicz. Powitał nas i życzył wszystkim uczniom dob­rych wyników pracy w nowym roku szkolnym. Następ­nie wychowawcy zaprowadzili uczniów do klas. Na po­czątku szli najmłodsi — pierwszoklasiści, potem druga klasa, potem trzecia, potem już my, a dalej starsi ucznio­wie. Olga Nikołaj ewna zaprowadziła nas do klasy. Chłopcy postanowili zająć stare miejsca. Toteż zostałem w swojej ławce sam, nie miałem pary. Wszystkim się zdawało, że mamy w tym roku maleńką klasę, o wiele mniejszą niż w zeszłym. — Klasa jest taka sama jak w zeszłym roku, ma tę samą powierzchnię — tłumaczyła Olga Nikołajewna. — Tylko wyście wszyscy przez lato urośli i dlatego wydaje się wam, że klasa jest mniejsza. I rzeczywiście. Na pauzie naumyślnie poszedłem obej­rzeć trzecią klasę. Jest taka sama jak czwarta. Na pierwszej lekcji Olga Nikołajewna powiedziała, że w czwartej klasie będziemy mieli o wiele więcej pracy niż przedtem. Prócz rosyjskiego, rachunków i innych przedmiotów, które mieliśmy w zeszłym roku, teraz bę­dzie jeszcze geografia, historia i przyroda. I dlatego trze­ba od razu brać się na dobre do nauki. Zapisaliśmy roz­kład lekcji. Potem Olga Nikołajewna powiedziała, że na­leży wybrać starostę klasy i jego zastępcę. Gleb Skamiejkin będzie starostą! Gleb Skamiej-kin! — zawołali chłopcy chórem. Cicho! Co to za hałasy? Czy nie wiecie, jak należy przeprowadzać wybory? Kto chce coś powiedzieć, niech podniesie rękę. Przystąpiliśmy do wyborów w sposób zorganizowany. Wybraliśmy na starostę Gleba Skamiejkina, na zastęp­cę — Szurę Malikowa. Na drugiej lekcji Olga Nikołajewna powiedziała, że będziemy z początku powtarzali to, co przeszliśmy w ze­szłym roku, i w ten sposób można będzie sprawdzić, co kto zapomniał przez lato. Od razu zaczęła sprawdzać — okazało się, że zapomniałem nawet tabliczkę mnożenia. Nie całą, oczywiście, tylko koniec. Do siedem razy sie­dem — czterdzieści dziewięć — pamiętałem dobrze, a dalej już mi się poplątało. — Oj, Malejew, Malejew! — powiedziała Olga Niko­łajewna. — Zaraz widać, że w lecie nawet nie zajrzałeś

Poprzedni - Rybkin? — zapytał
Następny - Do książki. Malejew to

Strony pokrewne